Translate

niedziela, 31 grudnia 2017

Karpatka

Taka zwykła, tradycyjna. Bez udziwnień, ze zwykłym kremem budyniowym na żółtkach. Pieczona w termoobiegu, dwie blachy na raz. Ponoć nie wolno używać termoobiegu, ale ja zaryzykowałam. Jak widać, termoobieg służy karpatce ;)



Karpatka

Składniki ciasta:

1 szklanka (szklanka o pojemności 250 ml) mąki
1 szklanka wody
125 g masła
5 – 6 jajek (*)
Szczypta soli
½ łyżeczki proszku do pieczenia

Składniki kremu

3 szklanki mleka
4 żółtka
4 łyżki mąki pszennej
4 łyżki skrobi ziemniaczanej bądź kukurydzianej
Cukier (jak zwykle u mnie bez odmierzania, ale było tak gdzieś 7 łyżek)
Cukier z prawdziwą wanilią
300 g masła

Sposób przygotowania:

Dwie formy o wymiarach 24x36 cm posmarować masłem i oprószyć mąką. 
Do rondla wlać 2 szklanki mleka i wsypać cukry i postawić rondel na ogień. W pozostałym mleku dokładnie rozmieszać mąki i żółtka. Mieszaninę wlać pomału na gotujące się mleko, cały czas mieszając. Nie przerywając mieszania (dość energicznie należy to robić) doprowadzić do zagotowania się budyniu. Wierzch budyniu nakryć folią spożywczą i odstawić do całkowitego wystudzenia.  
Teraz można się wziąć za ciasto. Do rondla wlać wodę i dodać masło. Podgrzewać aż masło się całkowicie rozpuści i woda zacznie wrzeć. Teraz należy wsypać mąkę i cały czas mieszając (najlepsza drewniana łyżka) doprowadzić do szklistej jednolitej masy (rondel cały czas na ogniu jest). Teraz masę należy przełożyć do miski i odstawić do przestudzenia.  Tak gdzieś na 20-30 minut. Co jakiś czas przemieszać.  Jajka rozbić do miski, dodać szczyptę soli i wymieszać dobrze. Do przestudzonej masy dolewamy stopniowo jajka i wyrabiamy ciasto robotem. (*)  Gdy są bardzo duże jaka, może być tak że nie należy dawać całej mieszaniny jajecznej, dlatego lepiej jaka rozmieszać wcześniej w misce niż wbijać bezpośrednio do masy. Ciasto nie powinno być zbyt rzadkie. Powinna być raczej gęsta i pięknie jednolicie szklista. Na koniec wsypać proszek do pieczenia i zmiksować.  Piekarnik nagrzać do 180 stopni – termoobieg. Ustawić obie formy i nakładać po równo ciasto do obu form. Postawić obok kubek z ciepłą wodą i szpatułką maczaną w tej wodzie lub łyżką, należy w miarę równo rozsmarować ciasto w formie. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec ok. 30 minut. Po tym czasie uchylić drzwiczki piekarnika, aby wyleciał nadmiar pary i spadła lekko temperatura. Zmniejszamy temperaturę w piekarniku do 100 stopni, zamykamy drzwiczki i suszymy jeszcze ok. 15 – 20 minut. Wyjmujemy formy z piekarnika i wyjmujemy ciasto na kratkę, aby dobrze wystygło. W tym czasie należ ubić dobrze masło a następnie dodawać po łyżce zimnego budyniu, ciągle miksując. Gotowy krem wyłożyć na jednym z ciast i przykryć drugim. Wierzch oprószyć cukrem pudrem. Schłodzić. 



sobota, 30 grudnia 2017

Bez pieczenia, ze słonecznikiem.

Tak chodziło za mną takie ciasto. Kiedyś już robiłam ale na biszkopcie było. Fotki były fatalne, ale i ciasta nie dało się normalnie, ładnie ukroić bo biszkopt był zbyt delikatny do całej reszty. Ale na pewno było pyszne bardzo. Postanowiłam powtórzyć ale teraz tylko herbatniki zastosowałam i trochę inaczej warstwy są. Z dodatkową warstwą budyniu i dżemu przecierowgo z czarnej porzeczki (samorobny a jakże ten dżem)




Słonecznikowiec bez pieczenia

Składniki:

Herbatniki kakaowe (miałam 2 opakowania Bonitek)
Herbatniki maślane (jedno opakowanie Bonitek)

1 puszka masy kajmakowej (u mnie tylko i wyłącznie gostyńska)
200 g masła
Karmelizowany słonecznik (*)

500 ml mleka
1 opakowanie budyniu waniliowego lub śmietankowego
2 łyżki cukru 
2 łyzki maizeny (można użyc i zwykłą mąkę pszenną )
Ok. 100 g masła
(*)
250 g łuskanego słonecznika
4 łyżki mleka
8 łyżek cukru
50-70 g masła

Wódka ( u mnie czarna porzeczka) ok. 50-100 ml 
Dżem z czarnej porzeczki ( ja miałam własnej roboty, przecierany i dosyć kwaśny)

Sposób wykonania:

W dużym rondlu zgotować słonecznik, mleko, masło i cukier. Pogotować ze 2 minuty a następnie wylać na blachę (tę z wyposażenia piekarnika), wyłożoną papierem do pieczenia. Rozprowadzić równą warstwą i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.  Podpiekać ok. 10-15 minut. Należy sprawdzać czy słonecznik się zrumienił i wtedy wyjąć. Nie powinien być zbytnio zrumieniony bo nie będzie smaczny. Wyjąć z piekarnika i wystudzić dobrze a następnie połamać na mniejsze kawałki, które możemy potraktować wałkiem lub blenderem aby dobrze pokruszyć. 
Dno formy o wymiarach 24 x 28 wyłożyć papierem do pieczenia. Na dnie ułożyć ściśle, jeden przy drugim herbatniki kakaowe. Na herbatniki wyłożyć ok. 1 słoiczka dżemu i równo rozsmarować. Na dżem należy ułożyć herbatniki maślane.
Utrzeć masło a następnie dodawać po łyżce kajmaku. Jak będzie dobrze utarte należy dodać pokruszony słonecznik. Ok. 2/3 z całej porcji. Wymieszać a następnie wyłożyć na herbatniki. Na masie ułożyc ściśle warstwę herbatników kakaowych, które nasączamy wódką (ja robiłam to za pomocą pędzelka). Na herbatniki wykładamy ciepły budyń : zagotować  1,5 szklanki mleka z cukrem i masłem. W pozostałym mleku rozmieszać budyń i mąkę. Wylać na gotujące się mleko i ciągle mieszając doprowadzić do zagotowania. Przykryć wierzch budyniu folią spożywczą i odstawić do przestudzenia. Jednak budyń powinien pozostać dobrze ciepły bo trudno go jednak równą warstwą rozprowadzić.  Przestudzony budyń wylać i równą warstwą rozprowadzić. Na budyniu od razu ułożyć warstwę herbatników kakaowych, które również nasączamy alkoholem. Teraz wykładamy pozostałą masę słonecznikową, wyrównujemy i posypujemy pozostawionym pokruszonym słonecznikiem. . Odstawić na kilka godzin w temperaturze pokojowej a następnie schować do lodówki



niedziela, 24 grudnia 2017

Sernik świąteczny

Smak takiego tradycyjnego sernika , w ciemnym kakaowym cieście. Mama moja sobie taki właśnie zażyczyła na święta. Moja mama ma już ponad 90 lat, więc nawet chwili się nie zastanawiałam tylko bez kombinacji upiekłam to co chciała.



Sernik wyszedł równy jak stół, z czego ogromnie się cieszę. Jest wysoki bo cały równy z formą w której się piekł.

Składniki ciasta:
400 g maki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
Cukier puder (ok. 5 łyżek)
2 łyżki kakao
250 g margaryny/masła
3 żółtka
2 łyżki śmietany
Składniki masy serowej:
1 kg serka śmietankowego 24% tłuszczu ( dostępny w kilogramowych opakowaniach, wiadereczkach)
350 g twarogu śmietankowego
200 g masła rozpuszczonego
4 łyżki kaszy manny
4 łyżki (takie z górką) śmietany 18%
1 opakowanie budyniu waniliowego
8-9 jajek (rozdzielone na białko i żółtko)
Cukier puder – ok. 4 – 5 łyżek
Cukier drobny do wypieków ok. ¾ szklanki
Rodzynki, skórka pomarańczowa kandyzowana

Sposób przygotowania:

Mąkę wymieszać z pudrem, kakao oraz proszkiem i sodą. Wsypać do malaksera, wkroić mocno schłodzony tłuszcz. Szybko posiekać tak aby prawie nie było widocznych grudek tłuszczu. Następnie dodać śmietanę i żółtka i ponownie włączyć malakser. Pokręcić do momentu aż składniki się połączą. Wyjąć na blat oprószony mąką i zagnieść krótko ciasto. Podzielić mniej więcej na dwie części. Ciutkę większa będzie spodem sernika. Każdy kawałek owinąć folią i wstawić do lodówki na kilka godzin.  Na godzinę przed robieniem sernika, wstawić do zamrażarki. Formę 24 x 36 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Większą część ciasta zetrzeć na tarce równą warstwą. Lekko spłaszczyć dłonią. Na ciasto wylać masę serową:
Do dużej miski włożyć serek śmietankowy i twaróg śmietankowy  (on jest dość gładki choć raczej nie mielony a do tego jest miękki). Dodać żółtka, kaszę mannę, budyń i puder oraz  śmietanę. Krótko wymieszać mikserem, ale tak aby masa była gładka. Dodać rozpuszczone masło i wymieszać. Ubić białka ze szczyptą soli. Jak będzie już sztywna piana, nie przerywając ubijania dodawać po łyżce cukru. Ubijamy dotąd aż cukier całkowicie się rozpuści. Przełożyć pianę do masy serowej i bardzo delikatnie wymieszać łopatką. Teraz można dodać namoczone wcześniej i odsączone rodzynki, które wcześniej należy oprószyć mąką.  Masę serową wylać na przygotowany spód a na wierzch zetrzeć pozostałe ciasto.
Na dnie piekarnika ustawić naczynie z wodą. Piekarnik nagrzać do 170 stopni (grzanie góra – dół) i wstawić sernik. Piec ok 1 godziny i 20 minut. Po upieczeniu, piekarnika nie otwieramy przez ok. 1 godzinę. Po tym czasie leciuteńko uchylamy piekarnik (wsadzam pomiędzy drzwiczki a piekarnik rękawicę kuchenną) i zostawiamy sernik na ok. godzinę lub ciut dłużej (u mnie dłużej trochę to trwało bo ok. 1,5 godziny).  Teraz sernik można już wyjąć i od razu przełożyć na deskę. Spód sernika jest teraz na wierzchu i tak trzeba zostawić do zupełnego wystudzenia (u mnie całą noc).  Teraz można już odwrócić sernik. Wierzch można oblać czekoladą lub oprószyć pudrem, ale ja tego nie robię.


To co widać na spodzie ciasta, pod masą serową to masa orzechowa, którą kupkami ułożyłam na surowym cieście. Nie był to zabieg celowy. Po prostu szkoda mi było wywalić resztkę masy orzechowej od piernika i wykorzystałam ją do sernika

edit

Wczoraj, po kolacji wigilijnej sernik zrobił furorę. Oczywiście mama pierwsza zażyczyła sobie zjeść sernik. Bardzo pochwaliła. A potem po kolei wszyscy częstowali się i zachwalali. 


Dacquoise jak od Sowy

tam nazwała ten wypiek Dziunia na forum Cincin. Nie będę oryginalna i nie będę nic zmieniała, bo bardzo ściśle trzymałam się przepisu Dziuni . Dlatego też pozwolę sobie zacytować z maleńkimi moimi uwagami podanymi w nawiasie.
Próby smaku nie było jeszcze bo ciasto chłodzi się w lodówce i ma robić za deser po wigilijnej kolacji.





"Składniki na 6-10 porcji, ale raczej na 6-8, bo nie da się tego pokroić cienko 

- 6 białek (miałam 7 białek, bo tyle mi zostało po produkcji ajerkoniaku)
- szczypta soli
- 300 g drobnego cukru lub cukru pudru (sypnęło mi się 315 g )
- 1 łyżeczka skrobi kukurydzianej lub ziemniaczanej (daję kukurydzianą)
- 1 łyżeczka białego octu winnego lub jabłkowego
- 1/4 szklanki daktyli bez pestek drobno pokrojonych
- 1/4 szklanki orzechów włoskich w większych kawałkach 

- 1 łyżka wrzątku
- 1-2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
- 250 g mascarpone schłodzonego co najmniej 12 godzin w lodówce
- 200-250 ml śmietanki 30-36% również schłodzonej min. 12 godzin

- 1-2 łyżeczki gorzkiego kakao

Najpierw przygotowujemy dwa arkusze papieru do pieczenia. Jeśli chcecie mieć w miarę równe i okrągłe blaty, można na spodniej stronie papieru odrysować kółka np. od dna tortownicy o średnicy ok. 23-26 cm.
Papierem wykładamy dwie blachy.
Piekarnik włączamy na 180* najlepiej z wiatrakiem lub na termoobiegu.

Białka ubić na prawie sztywno ze szczyptą soli, pod koniec ubijania wsypać 1/3 cukru i ubijać chwilę, aż piana zrobi się sztywna. Dodać kolejną 1/3 cukru i znów ubić, dodać resztę cukru i ubijać, aż piana zrobi się lśniąca, a cukier się rozpuści, piana ma być sztywna tak, żeby dało się ją kroić nożem, a przy krojeniu będzie stawiała pewien opór - to bardzo ważne żeby była naprawdę dobrze ubita, jeśli tak nie będzie, to zamiast sztywnej bezy otrzymamy dwa miękkie omlety białkowe. Pod koniec dodać skrobię i ocet i znów ubijać do pełnej sztywności.

Wsypać do masy daktyle i orzechy i delikatnie wymieszać łyżką. (ja to jednak gamoń jestem i dopiero teraz wpadłam na to, że dałam daktyli i orzechów dwa razy tyle co w przepisie)

Masę rozsmarować w równych częściach na przygotowanym papierze do pieczenia, w miarę równomiernie. Wstawić obie blachy do piekarnika, zmniejszyć temperaturę do 130 stopni (150 stopni jeśli piekarnik nie ma ani wiatraka, ani termoobiegu) i piec 1,5 godziny zmieniając blachy miejscami co 30 minut jeśli piekarnik nie ma termoobiegu. Upieczone blaty odstawić do ostudzenia. (ja piekłam tak jak w uwadze do przepis, tzn. w temperaturze 100 stopni przy włączonym termoobiegu a czas pieczenia to 2,5 godziny)

Na krem rozpuścić kawę rozpuszczalną we wrzątku i odstawić do całkowitego ostudzenia. Jeśli ktoś nie używa kawy rozpuszczalnej może zrobić bardzo mocne espresso i użyć schłodzonego w ilości 2-3 łyżek lub do smaku.
Mascarpone przełożyć do miski, ubijać krótko mikserem na małych obrotach stopniowo dodając śmietanę i kawę. Kiedy masa stanie się jednolita szpatułką przemieszać wszystko, dokładnie zeskrobując mascarpone z dna i boków miski. Ubijać dalej na średnich obrotach, a jak masa zacznie gęstnieć zwiększyć obroty maksymalnie i ubijać do pełnej sztywności. Dla bezpieczeństwa można zmniejszyć obroty pod koniec ubijania - wtedy łatwiej zauważyć właściwy moment i trudniej przebić masę, co skutkowałoby jej zwarzeniem. 

Przygotować talerz, na którym docelowo będzie leżał tort, po nałożeniu masy nie da się go już przenieść, w każdym razie efekt przeniesienia może być mizerny .
Blat położyć na jednej dłoni i przechylić go tak, żeby był prawie pionowo i prostopadle do podłogi, jednocześnie drugą ręką odklejamy papier do pieczenia, aż dojdziemy do miejsca, w którym trzymamy blat, teraz należy rękę podłożyć pod blat bez papieru i odkleić papier całkowicie (cały czas staramy się trzymać blat prawie pionowo), blat można położyć na talerzu. 
Wyłożyć łyżką masę na spód w miarę równomiernie i nakryć drugim blatem odklejonym od papieru w sposób opisany wyżej.
Przez sitko posypać całość kakao i podawać.

Tort można zrobić dzień wcześniej, dobrze przechowuje się w lodówce. A w sezonie letnim najlepiej smakuje z truskawkami, malinami lub jagodami ale wtedy do bezy nie dodaje się daktyli i orzechów, a masę rozkłada po połowie na każdym blacie, ozdabiając wierzch owocami.
Nie należy się też przejmować, jeśli blaty wyjdą nierówne, tu nie trzeba niczego robić równo i pod linijkę, wszystko można wyłożyć łyżką i może być, a nawet powinno być ciut nierówno 

Uwaga:  Blaty bezowe warto piec godzinę dłużej w temperaturze 120* (jeśli z termoobiegiem to w 100*) zmieniając blachy co pół godziny miejscami - pozwoli to na przewietrzanie piekarnika i ucieczkę wilgoci, przez co blaty będą sztywniejsze."

Moje blaty mocno przylgnęły do papieru a to za sprawą syropu jaki wypływał spod daktyli, których dałam dwa razy więcej niż przepis mówi. Daktyli i orzechów w sumie ma być pół szklanki a ja dałam jednych i drugich składników po pół szklanki. 



niedziela, 17 grudnia 2017

Miodownik z kremem z kaszy manny

A takiego to na pewno jeszcze nie robiłam. Sama jestem zaskoczona jego smakiem . Normalnie rozpływa się w ustach. A przesiedział dopiero noc. Teraz dostał jeszcze ubranko z czekolady, ale ja prezentuję je bez tego jeszcze.




Miodownik z kremem z kaszy manny

Składniki:


Ciasto:


450 g mąki (typ 450 czyli popularna tortowa)
cukier puder (ja dałam 5 łyżek z małą górką, ale wielbiciele słodkich ciast mogą dodać jeszcze ze 2 łyżki)
1 łyżeczka sody oczyszczanej
100 g smalcu (i nie zamieniamy go na inne tłuszcze)
4 łyżki miodu płynnego (mnie lało się chyba ciut więcej, może 5 łyżek)
1 jajko
4 łyżki mleka

Mąkę wymieszać z pudrem i sodą. Smalec pokroić na mniejsze kawałki i dodać do maki a następnie wszystko razem za pomocą malaksera posiekać drobniutko (można i ręcznie robić, siekając mąkę ze smalcem, ale trzeba się do tego przyłożyć aby drobinki smalcu były praktycznie niewidoczne w mące). Do kubka wbić jajko i dodać mleko oraz miód. Dobrze wszystko wymieszać i wlać do mąki. Malakserem pokręcić ze 2 minutki a ręcznie po prostu zagnieść gładkie ciasto. Całe ciasto podzielić na 4 równe części (ważyłam na wadze). Każdą część rozwałkować na prostokąt równy wielkości dna formy 24x28 cm,  na papierze do pieczenia. Ja piekłam po dwa blaty na raz, używając termoobiegu. Piekarnik nagrzać do 170 stopni (jeżeli pieczemy pojedyncze blaty i używamy grzanie góra-dół, to nagrzać do 190-200 stopni) i wstawić blaty do pieczenia. Pieczemy ok. 7-8 minut ale należy sprawdzać, bo każdy piekarnik jednak ciut inaczej piecze. Ciasto ma wyraźnie zmienić kolor na złotobrązowy. Blaty wyjąc i wystudzić na papierze, na którym się piekły. Zimne blaty przekładać masą, z tym że ja pierwszy blat posmarowałam najpierw powidłami z mirabelek, które mają wyrazisty, kwaskowy smak.

Kram z kaszy manny:


750 ml mleka
10 łyżek kaszy manny (z maleńką, naprawdę maleńką górką)
200 g masła
Cukier puder – u mnie 6 łyżek , ale ilość dobieramy do swoich smaków
Ok. 50 ml amaretto  (można zamienić na np. sok z cytryny, ale amaretto ma ten specyficzny zapach i dodaje wyrazistości kremowi)
Dodatkowo : powidła, ale to już jak kto lubi. Mnie bardzo pasuje ten dodatek, szczególnie, że miałam powidła smażone z mirabelek, genialne w smaku.

Wlać do garnka całe mleko. Odmierzyć ilość kaszy manny w wsypać np. do kubka, bo będzie się łatwiej wsypywać do mleka. Mleko doprowadzić do zagotowania. Teraz należy powoli wsypywać mannę a mleko cały czas należy mieszać. Nie przerywając mieszania doprowadzamy do zagotowania i następnie gotujemy przez 5 minut. Nie wolno przerwać mieszania bo kasza robi się gęsta i bardzo szybko przywiera do dna. Ugotowaną kaszę zdjąć z ognia, wierzch przykryć folią spożywczą i odstawić do całkowitego wystudzenia. W misce utrzeć masło (w temperaturze pokojowej winno być) z cukrem pudrem. Mannę krótko zmiksować i dodawać po jednej łyżce do ucieranego masła. Między jedna a druga porcją manny, poprzednia powinna być doskonale utarta z masłem. Nie spieszymy się przy tym, bo wtedy mogą pozostać grudki kaszy. A tak to krem wychodzi gładki i puszysty. Na koniec dodajemy amaretto.
Pierwszy blat ciasta ułożyć w formie wyłożonej papierem do pieczenia. Posmarować go powidłami. Wyłożyć 1/3 kremu i rozsmarować równą warstwą. Ułożyć na kremie drugi blat i ponownie 1/3 kremu, i kolejny blat i reszta kremu. Przykryć czwartym, ostatnim blatem ciasta. Na wierzch ułożyć papier do pieczenia i na to ułożyć deseczkę , którą obciążamy np. 2 torebkami cukru. Odstawiamy (w temperaturze pokojowej) na noc. Po nocy ciasto już rozpływa się w ustach i jest cudownie mięciutkie.
Teraz wg uznania, wierzch ciasta można oblać polewą czekoladową lub posypać pudrem a i gołe też można zostawić. U mnie tradycyjnie polewa z gorzkiej czekolady i kremówki.