Kocham miodowniki i co i rusz staram się jakiś upiec. Dzisiaj dość chłodno nagle się zrobiło i miodownik od razu przyszedł mi do głowy.
Składniki:
Ciasto:
* 120 g masła
* 120 g miodu
* 120 - 150g cukru
* 1,5 łyżeczki sody oczyszczanej
* 500 g mąki pszennej tortowej ( nie będziemy wykorzystywać całej od razu. Mnie zostało z tej ilości tak ze 3 łyżki mąki a używałam również do wałkowania odrobinę)
* 6 żółtek (jajka miałam różnej wielkości. I mniejsze i większe ale dałam 6
Krem budyniowo - śmietankowy
* 500 ml + 50 ml mleka
* 3 całe jajka
* 60 g maizeny (skrobia kukurydziana)
* 150 g cukru
* 150 g masła - pokroić wcześniej na małe kawałki
* 350 ml śmietanki kremówki 36% - mocno schłodzona
* cukier waniliowy z dodatkiem wanilii (2 łyżeczki) lub pasta waniliowa
Sposób przygotowania:
Zacząć od ugotowania budyniu: 500 ml mleka wstawić w rondlu do zagotowania. W tym czasie (użyć sporej miski) w pozostałym mleku rozmieszać 3 całe jajka, maizenę i cukier. Kiedy mleko się zagotuje wlewać bardzo powoli do mieszaniny jajek z resztą. Mieszać cały czas a następnie całość przelać ponownie do rondla i ustawić na grzanie. Mieszając cały czas doprowadzić do zagotowania. Chwilkę pogotować. I mała uwaga: nie używać łyżki bo kluchy mogą się zrobić tylko używać do mieszania rózgi kuchennej czy trzepaczkę spiralną (tę polecam bo pięknie zbiera po brzegach dna rondla). Odstawić na chwilkę (2-3 minuty) co jakiś czas mieszając a nastepnie wrzucić masło pokrojone na małe kawałki. Dokładnie wymieszać całość aż masło całkowicie roztopi się i połączy z budyniem. Wierzch budyniu nakryć folią (w kontakcie) i odstawić do całkowitego wystudzenia.
Kiedy budyń stygnie bierzemy się za przygotowanie ciasta miodowego. Do rondla (powinien być spory bo masa będzie bardzo się pienić) dać masło, cukier i miód. Rondel ustawić na małym grzaniu. Mieszać cały czas aż cały cukier rozpuści się. Wtedy dodać sodę . I od razu mieszać bardzo energicznie. Masa mocno się spieni. Cały czas mieszając podgrzewać aż zacznie zmieniać kolor na ciemniejszy. Wtedy zdjąć z grzania i odstawić na kratkę do przestudzenia. Tak z 10 - 15 minut wystarczy bo nie musi być całkiem zimna. Co jakiś czas przemieszać ją jeszcze. Powinna dodatkowo ściemnieć jeszcze. Kto robił marlenkę to wie o co chodzi. A kto nie robił to musi obserwować dokładnie. Teraz należy dodawać żółtka po jednym. Za każdym żółtkiem bardzo energicznie i dokładnie rozmieszać je z masą. Od tej pory używamy już łopatki do mieszania. Dodawać stopniowo mąkę po 2-3 łyżki i łopatką rozmieszać z masą. Kiedy zużyjemy tak ok. połowę lub ciut więcej mąki, pozostałą część mąki (ja nie dałam całej tylko zostawiłam tak z 4 łyżki) wysypać na blat i wyłożyć w nią tę miodową masę. Zagniatać stopniowo z tą mąką. Ciasto powinno pozostać mięciutkie ale nie klejące. Całość podzielić na 4 równe części (ja najpierw zrobiłam to inaczej bo podzieliłam na 4 jednakowej wagi a piatą sporo mniejszą. W trakcie wałkowania i wycinania, zostawały mi spore okrawki ciasta, które dokładałam do tej pozostawionej małej części. I w sumie to mi wtedy wyszedł ten piąty blat) Moje blaty miały wielkość 28 x 18,5 cm. czyli dna mojej prostokątnej tortownicy. Wałkować na papierze do pieczenia. Ponakłuwać gęsto widelcem. Piec każdy blat osobno, w temperaturze 180 stopni przez ok. 5-7 minut. Ściągać papier z ciastem na deseczkę i odstawić do zupełnego wystudzenia.
Teraz należy dokończyć robienie kremu. Wystudzony budyń rozmieszać mikserem dokładnie. Schłodzoną śmietankę ubić z dodatkiem łyżeczki cukru z dodatkiem wanilii. Ma być sztywna ale nie aż tak jak do wuzetki. Ubitą kremówkę przełożyć do budyniu i dokładnie całość wymieszać szpatułką. Odłożyć ok. 3 łyżek kremu a pozostały podzielić na 4 równe części.
Pierwszy blat ułożyć na dnie tortownicy (na dnie ułożyć papier do pieczenia) i wyłożyć jedną część kremy. Rozsmarować równą warstwą. Ułożyć kolejny blat ciasta i znów krem aż do wyczerpania składników. Ostatni blat ciasta posmarować tym odłożonym kremem. Ja piekąc ostatni blat ciasta miałam okrawki które pokruszyłam i posypałam na wierzch. Miodownik odstawić do lodówki i niech sobie dochodzi przez min. ok. 10-12 godzin.















