czwartek, 31 grudnia 2020

Biszkopt z brzoskwiniowym kremem i kokosową bezą

 Wracając dzisiaj do domu pociagiem, siedziałam i tak dumałam co to zrobić na sylwestra. Jeszcze w ubiegłym tygodniu, byłam pewna że upiekę tort orzechowy. Niestety, ale zbyt mało czasu , bo dopiero wróciłam wieczorem. Trzeba było coś innego wymyśleć. Jak zwykle, pomysłów milion na minutę i nic konkretnego nie miałam. Wchodząc do mieszkania , już widziałam kruchy spód, jakieś owoce, śmietanowa piankę. Dopóki nie otworzyłam szafki i zobaczyłam na samym jej brzegu puszkę z brzoskwiniami. Natychmiast inny obraz mi się ukazał. Przypomniałam sobie ciasto z ananasami, które wszystkim bardzo smakowało. No to praktycznie zrobiłam takie samo ciasto, tylko z brzoskwiniami.




Składniki:

Biszkopt:

* 4 jajka rozdzielone na białka i żółtka - jajka miałam spore

* 6 łyżek mąki z maleńką górka odmierzane

* 6 łyżek cukru drobnego do wypieków - odmierzane ze sporą górką. 

Białka włożyć do miski, dodać szczyptę soli i ubić na sztywno. Nie przerywając ubijania dodawać po łyżce cukru. Kolejną łyżkę dodać kiedy poprzednia porcja całkiem się rozpuści. Kiedy piana jest już bardzo sztywna i lśniąca, zmniejszyć obroty miksera do minimum i dodawać po jednym żółtku. Kiedy masa jest już wymieszana, przesiać mąkę i całość dokładnie wymieszać szpatułką.  Ciasto wlać do formy 24 x 36 cm, z wyłożonym na samym dnie papierem do pieczenia. Wyrównać i upiec. Piekłam ok. 30 minut w 170 stopniach. Po upieczeniu wyjąć i wystudzić.

Masa brzoskwiniowa:

* 1 duża puszka brzoskwiń - odlać syrop i zachować bo będziemy gotować na nim budyń. 

* 2 opakowania budyniu - waniliowy lub śmietankowy

* 5 żółtek (białka zachować)

* 650 ml wody

* 2-3 łyżki cukru

* 300 g masła - temperatura pokojowa

Brzoskwinie pokroić  i odkładać na sitko, żeby jeszcze dodatkowo odsączyć. Syrop z brzoskwiń zlewamy. Łącznie miałam ok. 370 g syropu. 340 g odlałam do rondla i dodałam do niego 400 g/ml wody oraz cukier. Wstawiłam na ogień do zagotowania. Pozostałą wodę, żółtka i budynie bardzo dokładnie rozmieszać. Wlać na gotującą sie wodę z syropem. Wlewać powoli i cały czas mieszać. Nie przerywając mieszania, doprowadzić do zagotowania. Zdjąć z ognia, wierzch budyniu nakryć folią spożywczą i odstawić do zupełnego wystudzenia. 

Masło ubić do białości. Dodawać po łyżce zimnego budyniu i cały czas ubijać. Masa nie jest zbyt gęsta i tak ma być. Do masy dodać pokrojone i odsączone brzoskwinie. Wymieszać szpatułką i wstawić do lodówki , do stężenia. 

Beza kokosowa:

* 5 białek (te, które zostały od przygotowania masy brzoskwiniowej)

* 170 g wiórków kokosowych

* 8 łyżek cukru drobnego do wypieków - odmierzać łyżki z górką

* 1 łyżka maizeny

Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną. Następnie, nie przerywając ubijania, dodawać po łyżce cukru. Ubijać aż cały cukier rozpuści się. Wiórki wymieszać z maizeną i dosypać do piany. Delikatnie wymieszać. Bezę rozłożyć na dnie formy 24 x 36 cm, wyłożonej papierem do pieczenia, wyrównać i wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni. Piec ok. 30 minut. Wyjąć i odstawić na kratkę do wystudzenia. 

Nasączenie: 

kto chce to nasączy, a kto nie to nie. Ja wymieszałam resztkę syropu brzoskwiniowego, ok. pół szklanki przegotowanej wody i dwóch łyżek soku z cytryny. 

Złożenie ciasta:

Biszkopt nasączyć wodą z syropem. Odstawić na kilka minut. Wyjąć z lodówki masę brzoskwiniową i wyłożyć na biszkopt. Wyrównać. Na krem ułożyć bezę kokosową. Teraz można dowolnie udekorować. Wstawić do lodówki. Moje ciasto nocowało w lodówce. 








niedziela, 27 grudnia 2020

Dark Silesian Rye - chleb na zakwasie

 Za długie te świeta i chleb mocno sczerstwiał. No to nie było innego wyjścia jak upiec sobie świeży.



Dark Silesian Rye


wieczorem przygotować zaczyn:

50g żytniego zakwasu aktywnego
75g letniej wody
75g jasnej żytniej maki T720,


Wszystko wymieszać na gęsta pastę, zakryć miskę folia i zostawić na 8-12 godzin (na noc) w temp. pokojowej.


a do niego dodać rano:


350g letniej wody,
5g suchych drożdży/ 1 łyżeczkę (dałam ¼ łyżeczki takiej malutkiej filiżankowej)
350g mąki pszennej chlebowej  T750
150g maki żytniej razowej T2000,

Wymieszać wszystko w robocie i zostawić na ok. 1 godzinę . Po tym czasie dodać


10g soli morskiej

Wyrabiać ok. 7-8 minut . Po tym czasie, miskę nakryć folią i odstawić ciasto do wyrastania. Powinno podwoić swoją objętość. Wyjąć na blat (blat spryskany wodą), z lekka uformować i przełożyć do foremki (30 x 11). Nakryć folią i odstawić do wyrastania. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Piekarnik nagrzać do 230 stopni i wstawić formę do pieczenia . W tej temperaturze pieczemy ok. 15 minut a następnie należy zmniejszyć temperaturę do 190-200 stopni (u mnie 190 ale piekarnik ma wyższą temperaturę niż pokazuje).

Po upieczeniu wyjąć od razu z formy. Chleb postukany od spodu powinien wydawać głuchy odgłos. Odstawić do zupełnego wystudzenia na kratkę.

Przepis podała na forum cincin.cc Syso a autorem recepty jest  Daniel Leader








czwartek, 24 grudnia 2020

Drożdżowe z rodzynkami

 Od kiedy pamiętam to zawsze po kolacji wigilijnej, na stół wjeżdżał drożdżowiec. Taki świeżutki, pachnący i suto nadziany rodzynkami. No i dzisiaj tradycji stało się zadość, bo i ja postanowiłam taki upiec. 





Składniki:

* 750 g mąki (miałam mąkę tortową i ok. 150 g maki krupczatki w tym było)

* 250 ml ciepłego mleka

* ok. 3/4 szklanki cukru (ja cukier sypę z torebki i nigdy dokładnie nie wiem ile go jest)

* 3 całe jajka plus 1 żółtko (jajka miałam większe - XL. Jeżeli są mniejsze to dodać 1 jajko więcej)

* 100 g roztopionego ale przestudzonego masła

* ok. 100 ml oleju (z pestek winogron był)

* 25 g drożdży

ok. 150 g rodzynek (można dać mniej)


Sposób przygotowania:

Jako że drożdże miałam zamrożone, to najpierw zostawiłam je na ok. 15 minut a następnie dodałam łyżeczkę cukru i kolejne 15 minut. Po tym czasie dolałam ok. 100 ml ciepłego mleka i dodałam 1 łyżkę mąki. Po kilku chwilach wymieszałam wszystko i zostawiłam do wyrastania.

Do misy robota wsypałam mąkę i wlałam pozostałe mleko. Jajka i żółtko ubiłam do białości z cukrem aż cukier cały się rozpuścił, dodałam do maki. Dodałam również zaczyn. Zaczęłam wyrabiać ciasto. 

W międzyczasie rodzynki zalałam gorącą wodą i je zostawiłam na ok. 5 minut, wypłukałam je a następnie odcisnęłam solidnie i wyłożyłam na spory talerz. 

Kiedy ciasto już dokładnie się połączyło i chwilę jeszcze wyrobiło, dodałam na trzy tury roztopione masło. Masło musi bardzo dokładnie wchłonąć się w ciasto. Teraz na trzy tury wlewałam olej. I ponownie ciasto dokładnie go wchłonęło. 

Rodzynki oprószyłam delikatnie mąką i dodałam do wyrobionego już ciasta. Robot jeszcze go wyrabiał na wstecznym biegu aż rodzynki rozłożyły się równomiernie w całym cieście. 

Ciasto bardzo delikatnie oprószyłam mąką, miskę nakryłam folią spożywczą i odstawiłam ciasto do wyrastania w ciepłe miejsce. Ciasto podwoiło swoją objętość.

Wyrośnięte ciasto wyjęłam na oprószony mąka blat i odgazowałam a następnie lekko wyrobiłam i podzieliłam na dwie części. Jedną część zrobiłam tradycyjnie, bez żadnych innych dodatków , poza rodzynkami, których jest i tak dużo. Uformowałam najpierw w spory prostokąt a następnie rolowałam go, po każdym zawinięciu sklejając nadgarstkiem wzdłuż zawinięcia. Włożyłam do keksówki , okleiłam ją folią i odstawiłam w ciepłe miejsce do podwojenia wielkości.

Drugą część ciasta, rozwałkowałam na dość długi prostokąt i posmarowałam mieszaniną roztopionego masła, dwóch łyżek kakao i 3 łyżek cukru pudru. Zawinęłam w roladę i włożyłam do drugiej keksówki. Nakryte folią ciasta wyrastały sobie do podwojenia wielkości. 

Wyrośnięte posmarowałam pozostałym białkiem, wymieszanym z 2 łyżkami mleka. Na wierzch posypałam dość suto kruszonką, tak jak robiła to mama (przepisu na kruszonkę tu nie podaję bo w tagach można dojść do przepisu). 

Ciasto piekłam w piekarniku nagrzanym do 170-175 stopni ok. 40 minut (piszę ok. bo nie mam pojęcia ile czasu tam spędziło)

Upieczone wyjęłam na kratkę do studzenia i po ok. 10 minutach wyjęłam je z form. Stygło ułożone na kratce. 

Niestety, ale przekrój ciasta wygląda okropnie bo kroiłam je takie bardzo gorące , po ok. 15 minutach od wyjęcia z piekarnika i masa kakaowa w środku była wręcz płynna. Ale proszę mi wierzyć, że było niezwykle pulchne a to z masą kakaową było wyjątkowo pyszne. Piszę było, bo całe poszło na deser po kolacji. 





środa, 23 grudnia 2020

Seromakowiec

 Jak trudno sie zdecydować czy upiec sernik czy makowiec, to najlepiej upiec takie dwa w jednym. Czyli seromakowiec. Do tej pory nie piekłam, choć to bardzo popularny wypiek. 





Składniki:


Ciasto: 

upiekłam kruche ciasto wg przepisu poniższego. Ale każdy może upiec wg swojej receptury

* 300 g mąki

* 150 g masła - bardzo zimne

* 4 żółtka (białka zostawić na później)

* 3-4 łyżki cukru pudru

* szczypta soli

* odrobina proszku do pieczenia


Ja po prostu wrzuciłam wszystkie składniki do malaksera i posiekałam na konsystencję kaszki. Ciasta już nie zlepiałam ani nie gniotłam. Całość wsypałam na dno formy 24 x 36 cm i ubiłam dnem szklanki. Podpiekłam przez 15 minut w 180 stopniach . Po upieczeniu dokładnie wystudziłam


Masa makowa:

* 500 g zmielonego suchego maku

* 450-500 ml mleka

* pół szklanki cukru

* 100 g masła 

* 3 łyżki miodu (dałam miód wrzosowy)

* bakalie jakie kto lubi

* 2 żółtka (białka dołożyć do pozostawionych od ciasta)

*1/2  piany z białek (opis przy składnikach masy serowej)

Do rondla wlałam mleko, dodałam cukier i masło. Mleko zagotowałam i na gotujące się wsypałam mak. Teraz należy cały czas mieszać dokładnie, żeby mak nie przywarł. Gotowałam na małym ogniu aż całe mleko zostało wchłonięte przez mak. Zdjęłam mak z ognia, chwilę przestudziłam  a następnie dodałam bakalie i miód. Po całkowitym wystudzeniu dodałam żółtka i dokładnie wymieszałam. Następnie dodałam pianę i delikatnie wmieszałam ją w masę makową. Pianę dodałam gdy już miałam przygotowaną masę serową)

Masę makową wyłożyłam na podpieczony spód. Na masę makową wylałam masę serową"


Masa serowa:

wszystkie składniki miały temperaturę pokojową

* 1 kg twarogu sernikowego (miałam taki z wiadereczka o zawartości 18% tłuszczu, gęsty i zwarty)

* 250 g mascarpone

* 200 g śmietanki kremówki

* 80 g bardzo miękkiego masła

* 1 szklanka cukru pudru

* 1 opakowanie budyniu waniliowego (używam budyń z dodatkiem ziaren wanilii)

* 6 całych jajek

* piana (piane ubiłam z pozostałych 6 białek i do ubijania dodałam pół szklanki cukru) - połowa do masy serowej a połowa do masy makowej

Do dużej miski włożyłam masło i utarłam. Następnie dodałam na raz wszystkie pozostałe składniki poza pianą. Zmiksowałam aż masa serowa stała się gładka. Wtedy dodałam połowę piany i delikatnie wmieszałam w masę serową. Wylałam na masę makową.

Ciasto wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i po 5 minutach zmniejszyłam temperaturę do 160 stopni. W tej temperaturze piekłam 1h 20 minut. Forma z ciastem stała na dolnej szynie piekarnika z grzaniem ustawionym góra-dół. 

Po upieczeniu, minimalnie uchyliłam drzwiczki piekarnika i zostawiłam ciasto na ok. 3 godziny (nie było to zamierzone, tylko po prostu musiałam wyjechać z domu). Po tym czasie wyjęłam z piekarnika i zostawiłam w chłodnym miejscu do całkowitego wystudzenia. 





I to jest na ten moment jedyne ciasto na te święta. Ale w tym roku przemogłam się i ubrałam chociaż choinkę 



Bardzo skromna, ubrana głównie w pierniczki, suszone pomarańcze i kilka drewnianych figurek. 

Życzę Wam szczęśliwych, kojących, przeżytych w zgodzie ze światem i z sobą samym, pełnych życia i miłości świąt Bożego Narodzenia .


sobota, 19 grudnia 2020

Szarlotka ze śmietanową pianką

 Tydzień temu kupiłam jabłka ale nic z nich nie zrobiłam. Bałam się, że przez tydzień jabłka zepsują się czy zwiędną. No to usmażyłam je. Na koniec dowaliłam cytrynową galaretkę a do samych jabłek wcześniej wlałam sok  z cytryny. Jabłka zapakowałam do słoików. I tak sobie czekały do dzisiaj. No i trzeba było je dzisiaj wykorzystać. Oczywiście w szarlotce






Składniki:

Ciasto:

* 400 g mąki - tortową dałam

* 200 g masła bardzo mocno schłodzone

* 5 żółtek (białka zostawiamy)

* 2 łyżki śmietany

* 5 łyżek cukru pudru

* 0,5 łyżeczki proszku do wypieków

* szczypta soli

Mąkę wymieszać z proszkiem i pudrem. Masło pokroić na mniejsze kawałki i dodać do maki. Posiekać drobniutko (ja robię to w malakserze, który do kruchego ciasta jest nie zastąpiony). Kiedy uzyskamy konsystencję piasku, należy dodać żółtka i śmietanę. Szybko zarobić ciasto. Nie wolno go długo gnieść. Ciasto podzielić  na dwie nierówne części. 2/3 i 1/3.  Tę mniejszą część zawinąć w folię spożywczą i wstawić do zamrażarki. Większą częścią wylepić dno i boki tortownicy o średnicy 28 cm, na wysokość ok. 3 cm. Bardzo gęsto ponakłuwać widelcem i wstawić formę do lodówki na ok. godzinę. Po tym czasie nagrzac piekarnik do 180 stopni i podpiec ciasto przez ok. 15 minut. Wyjąć i wystudzić. 

Masa jabłkowa:

* ok. 1,5 kilograma jabłek typu szara reneta

* 3-4 łyżki cukru (można dać więcej, ale przypominam, że galaretka tez jest słodka)

* 1,5 opakowania galaretki cytrynowej (można zamienić na kisiel cytrynowy, tylko do jabłek należy wtedy dodać więcej cukru.)

* sok z połowy lub z całej cytryny

Masę jabłkową najlepiej przygotować wcześniej, np. poprzedniego dnia. Jabłka obrać i oczyścić a następnie pokroić w kostkę i włożyć do szerokiego rondla. Podlać ok. 1/2 szklanki wody. Podgrzewać na średnim ogniu, skrapiając wcześniej jabłka sokiem z cytryny. Mieszać od czasu do czasu, żeby jabłka się nie przypaliły. Kiedy jabłka już się rozsmażą, należy wyłączyć ogień i wsypać galaretki. Bardzo dokładnie rozmieszać, żeby galaretki się rozpuściły. Odstawić do zupełnego wystudzenia i ścięcia się masy jabłkowej. Moje jabłka były zapakowane do słoików i stały w lodówce.

Na wystudzone już ciasto posypać ok. 2 łyżki bułki tartej. Wyłożyć na ciasto równą warstwą jabłka. Na jabłka wyłożyć masę śmietanową:


Masa śmietanowa:

* 500 g śmietany kwaśnej (miałam jedynie 18% ale jeszcze lepsza by była 30%)

* filiżanka cukru drobnego do wypieków

* 5 białek (pozostałych od ciasta)

* cukier waniliowy (mam taki z ziarenkami wanilii)

* 4 łyżki , takie płaskie, maizeny (można zamienić skrobią ziemniaczaną) - moje łyżki są raczej płytkie. Więc jeżeli ktoś ma takie głebsze to lepiej dać 3 łyżki i oczywiści całkiem płaskie.

Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli. Teraz nie przerywając ubijania, dodajemy po łyżce cukier. Kolejną łyżkę cukru dodajemy, kiedy poprzedni cukier rozpuści się. Ubita piana będzie super sztywna i lśniąca. Teraz dodajemy cukier waniliowy i jeszcze krótko miksujemy a następnie stopniowo dodajemy maizenę. Kiedy piana będzie już gotowa, odkładamy mikser a bierzemy szpatułkę. Dodajemy stopniowo śmietanę i bardzo delikatnie mieszamy z pianą. Wykładamy na jabłka i wyrównujemy. Na wierzch należy zetrzeć odłożony kawałek ciasta. 

Całość wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec ok. 45-50 minut, ustawiając tortownicę na dolnej szynie piekarnika, z grzaniem góra dół. Po upieczeniu uchylić lekko drzwiczki piekarnika i zostawić ciasto do wystudzenia.





sobota, 12 grudnia 2020

Drożdżowe zawijańce

 Wiedziałam, że będzie coś na drożdżach. Do końca kombinowałam co ? Smażone ? Pieczone ? Postawiłam na pieczone. Ale nie miał to być zwykły placek drożdżowy. Chciałam koniecznie coś innego. No i są dwa nadzienia w jednym placku. Oczywiście można zrobić co komu przyjdzie do głowy. U mnie jedna rolada jest z makiem (i nie pytajcie jak robiłam masę, bo po prostu korzystałam z resztek tego co było i nic nie odmierzałam tylko wszystko na oko), a druga rolada z dżemem z czarnej porzeczki. Dżem miałam własnoręcznie smażony i wydawał mi się za rzadki. Dowaliłam do niego mielonych orzechów laskowych i 1 łyżkę maizeny. Teraz dopiero stygną 




Składniki:

* 25 g drożdży

* 650 g mąki + 3 łyżki do zaczynu

* 250 ml ciepłego mleka - z tego połowa do zaczynu

* 1/2 szklanki cukru (lub więcej żeby było ciasto bardziej słodkie) - z tego 1 łyżeczka do zaczynu

* 100 g masła roztopionego i schłodzonego

* 4 łyżki oleju z pestek winogron

* 3 całe jajka + 1 żółtko (pozostałe białko zostawiamy do posmarowania wierzchu ciasta)


Sposób przygotowania. Należy wymieszać składniki zaczynu i odstawić do wyrastania. Zaczyn powinien wyraźnie wyrosnąć. 

Mąkę przesiać do misy miksera, dodać szczyptę soli, resztę mleka i jajka ubite z cukrem i olejem. Jajka nie muszą być ubite na puch. Dodać wyrośnięty zaczyn i wyrobić ciasto aż będzie gładkie. Teraz dodajemy na trzy razy roztopione masło. Kolejne masło dodajemy kiedy pierwsze dokładnie połączy się z ciastem. Ciasto wyrabiamy aż stanie się lśniące, miękkie i będzie odchodzić od dłoni. 

Miskę nakryć folią spożywczą i odstawić ciasto do wyrastania. Ciasto musi co najmniej podwoić swoją objętość. Wyrośnięte ciasto wyłożyć na blat oprószony mąka i podzielić na dwie części. Każdą z tych części ponownie podzielić na dwie części. 

Dwie części odkładamy na bok, przykryte folią spożywczą.  Jedną z pozostawionych części należy rozwałkować na prostokąt. Ja krótszy bok prostokąta miałam dłuższy nieco od długości keksówki. Ciasto na grubość ok. pół centymetra powinno być. Teraz posmarować: masą makową, dżemem, powidłami czym kto chce. I zawijamy roladę wzdłuż dłuższego boku. To samo robimy z drugą częścią ciasta. Powstały dwie rolady. Należy je teraz zawinąć jedna na drugą. Boki rolad muszą być dobrze zaciśnięte. 

To samo zrobić z dwoma pozostałymi kawałkami ciasta. Włożyć do keksówek, nakryc folią i odstawić do wyrastania. Czasu nie podaję, bo to zależy od temperatury w mieszkaniu. Jednak zawijańce powinny wyraźnie wyrosnąć.

Wyrośnięte, posmarować pozostawionym białkiem, mlekiem skondensowanym, czym kto chce. 

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni  (u innych może być to 180 stopni) i piec ok. 40-45 minut. Po upieczeniu wyjąć i odstawic na kilka minut na kratkę do studzenia. Po tym czasie wyjąć bardzo delikatnie z form i również zostawić na kratce do zupełnego wystudzenia/










niedziela, 6 grudnia 2020

Pieczony boczek faszerowany

 Dzisiaj FB mi przypomniało, że robiłam sobie taką wędlinę. Więc zdjęcie sprzed 6 lat. Proporcje tak mniej wiecej jak to robiłam wtedy. 50 g w jedną czy drugą stronę nie robi tu różnicy. 




·         1 kg boczku o wymiarze kwadratu prawie.

Został on przecięty na pół(tak nie do końca docięty), niczym książka po tym przecięciu wyglądał jak go rozłożyłam. Jednym słowem z grubego boczku zrobił się cienki a duży prostokąt boczku, który posoliłam.

·    polędwiczkę wieprzową rozcięłam i rozklepałam delikatnie, i zajęła prawie cały prostokąt boczkowy.

·          Zaś trochę soli, pieprzu, papryki i majeranek.

·          Mięsa mielonego było ok. 45 dag. Wymieszałam go z solą, pieprzem, łychą majeranku i

·          ok. 1/2 szklanki rosołu (miałam taki własny, gotowany).

·          

Wymieszane mięso porozkładałam na tej polędwiczce ale zostawiłam od jednego i drugiego brzegu tak ok. 2 cm marginesu. No i zawinęłam toto, zawiązałam nicią bawełnianą, zawinęłam dokładnie w papier do pieczenia i wystawiłam na balkon, na całą noc. Rano wsadziłam do naczynia szklanego (bez przykrycia) wlałam do naczynia ok. 3/4 szklanki wody i do pieca z tym na ok. 2 - 2,5 godziny. Stygł w piecu jeszcze ok. pół godziny.



sobota, 5 grudnia 2020

Nalewka pomarańczowa

 a właściwie to nie tylko pomarańczowa, bo dodałam jeszcze cytrynę i suszone owoce.




Składniki tak na oko:

* 2 duże pomarańcze - najpierw dobrze sparzyłam i wyszorowałam
* 1 cytryna - postąpiłam tak samo jak z pomarańczami
* 1 łyżka miodu - miałam jedynie gryczany, ale pewnie lepiej by był wielokwiatowy bo jasniejszy
* 1-2 garści suszonych moreli
* 1-2 garści suszonych śliwek (byle nie wędzone)
* 2 garści suszonej żurawiny
* garść suszonych daktyli
mozna jeszcze jakieś dołożyc np. rodzynki ale już nie było w domu
* laska cynamonu
* bób tonka
można dodać anyż ale też nie było w domu

Wszystko powkładałam do 1,5 litowego słoja i zalałam 0,5 litra czystej wódki i 100 ml spirytusu. 
No i teraz niech sobie postoi ok. 2 tygodni. Po odfiltrowaniu pokażę jak nalewka wygląda. Ze spróbowaniem może być problem, bo ja nalewki produkuję ale nie piję .
W swoich zbiorach mam: 
2018 - 
nalewka żurawinowa z żurawiny błotnej
nalewka z pigwy
2019
nalewka z aronii
nalewka z czarnej porzeczki - smorodinówka
2020
ratafia
nalewka z pigwowca
i obecna: nalewka pomarańczowa z suszonymi owocami



Piernik drożdżowy

 Ja nie piernikowa, ale raz na jakiś czas , w okolicach Bożego Narodzenia, nachodzi mnie na upieczenie piernika. Piernik na drożdżach oglądałam wiele, wiele lat temu. Podawała go Malinna na forum MniamMniam a potem na forum  cincin.ccJa pozmieniałam trochę proporcje a sam piernik przełożyłam kremem z kaszy manny, dając pod niego czekośliwkę własnego wyrobu. 





Składniki:

Ciasto: 

* 400 g mąki tortowej

* 1 opakowanie przyprawy do piernika (używam tylko i wyłącznie Kotanyi. 

* 1 czubata łyżeczka sody

* 8 jajek

* 3/4 szklanki cukru drobnego do wypieków

* 1 szklanka miodu - dałam miód gryczany ( moja szklanka ma 250 ml pojemności)

* 1 szklanka oleju - dałam olej z pestek winogron

* 60-70 g drożdży

Masa z kaszy manny:

* 750 ml mleka

* 8 łyżek kaszy manny (łyżki odmierzałam z niedużą górką)

* ok. 1/2 szklanki cukru

* 300 g masła - temperatura pokojowa

Dodatkowo:

* powidła śliwkowe lub dżem np. z czarnej porzeczki lub czekośliwki 

* ganache : czekolada gorzka rozpuszczona w gorącej śmietance kremówce


Sposób przygotowania:

Drożdże rozkruszyć do miseczki i posypać łyżką cukru. Rozetrzeć  aż do uzyskania płynnej konsystencji.

Mąkę, przyprawę i sodę wymieszać razem. Całe jajka wbić do misy robota, dodać cukier i ubijać razem ok. 12 minut na dużych obrotach. W tym czasie: nagrzać piekarnik do 175-180 stopni i przygotować formę 24 x 36 cm. Jednocześnie odmierzyć szklanką najpierw olej oraz przelać do miseczki i tą samą szklanką po oleju, odmierzyć miód. Jeżeli zachowamy taka kolejność, to miód nie będzie się kleił do ścianek szklanki. 

Kiedy jajka będą doskonale ubite, zmniejszyć obroty robota i wlać rozpuszczone drożdże a następnie wymieszany z miodem olej. Wlewać należy stopniowo i pomału. Gdy wszystko się połączy, należ po łyżce dosypywać mieszaninę mąki. Łyżka po łyżce. Mieszamy tylko tyle aby wszystko dobrze się połączyło. Ciasto należy wlać do formy i wstawić do piekarnika. Należy piec ok. 40-45 minut. Przed wyjęciem należy sprawdzić patyczkiem. Upieczony piernik wyjąc i wystudzić a następnie przeciąć na trzy blaty. 

Wlać mleko do rondla, dodać cukier i doprowadzić do zagotowania. W momencie kiedy mleko zaczyna "mrugać" należy pomału wsypywać kaszę mannę przez cały czas mieszając. Gotować ok. 3-4 minut aż manna stanie się wyraźnie gęsta. Przykryć wierzch kaszy manny folią spożywczą i odstawić do zupełnego wystudzenia. Masło ubić do białości - ok. 5 minut, a następnie nie przerywając ubijania dodawać po łyżce schłodzonej kaszy manny. Ja kaszę mannę najpierw krótko zmiksowałam i dopiero wtedy zaczęłam dodawanie jej do masła. Na koniec dolałam do kremu ze dwa kieliszki koniaku .

Pierwszy blat ciasta posmarować połową powideł czy dżemu. Na powidła wyłożyć połowę kremu i rozsmarować równą warstwą. Nałożyć drugi blat ciasta. Posmarować dżemem i wyłożyć drugą część kremu. Nakryć ostatnim blatem. Ja ścięłam odrobinę górę ostatniego blatu. Wierzch ciasta polać ganache lub polewą . 







niedziela, 29 listopada 2020

Samsa

 Przepis na samsę wstawiałam na starym blogu dokładnie 8 lat temu. Nie wiem jakim cudem nie przeniosłam tego przepisu. W oryginale jako nadzienie jest mięso baranie. Ja chciałam zrobić wersję bezmięsną. Wybrałam szpinak. W przepisie podaję też oryginalny farsz do samsy



Składniki ciasta:

  • 4 szklanki maki
  • 1 jajko
  • 1 szklanka ciepłej wody
  • 100 g masła
  • 0,5 łyżeczki soli
  • Mąka ziemniaczana do wałkowania



Sposób przygotowania:

Do ciepłej wody dodać jajko, sól i bardzo miękkie masło. Wszystko wymieszać trzepaczką lub widelcem, do rozpuszczenia się soli. 
Teraz należy stopniowo dosypywać mąką, wciąż mieszając widelcem. Kiedy ciasto zrobi się gęste, należy wyłożyć na stół i zagnieść miękkie ciasto. Ciasto rozdzielić na trzy równe części. Każdą z części uformować w kulę, przykryć serwetą i zostawić do odpoczynku, na 20-30 minut. W tym czasie należy przygotować farsz.


Farsz:
      * baranina
      * barani tłuszcz
      * cebula
      * sól, pieprz
      * zielenina : pietruszka-natka, koperek
       * inne przyprawy zgodnie z własnym smakiem

Ja zrobiłam farsz ze szpinaku wymieszanego z serem ricotta
* 450 g mrozonego szpinaku w brykietach
* 200 g sera ricotta
* 1 żółtko
* 2 łyżki utartego parmezanu lub sera dziugas
sól, pieprz, gałka, czosnek - wg własnego smaku.

Mięso i trochę baraniego tłuszczu należy drobno posiekać ( nie mielimy).
Dodać posiekaną cebulę i wszystkie przyprawy, wymieszać.


Farsz szpinakowy: szpinak podgrzać i rozmrozić. Wyłożyć na sitko wyłożone gazą, nich odcieknie. Potem jeszcze trochę odcisnąć należy. Dodać ser, żółtko, parmezan i przyprawy. Dokładnie wszystko wymieszać. Ta porcja farszy wystarczy do zrobienia samsy z połowy porcji

Formowanie samsy:

Wziąć jedną część ciasta i wyrobić jeszcze trochę. Posypać stół skrobią.
Sekret: Rozwałkować ciasto koniecznie na skrobi! (Nie wiem dlaczego ale okazuje się, że ciasto jest gładkie i miękkie!)
Rozwałkować cienko (w przepisie 2-3 mm).
Roztopić masło (smalec), przestudzić aby było chłodne ( w przepisie nie pisało ile tego ma być). Posmarować cienko (!) tłuszczem rozwałkowane ciasto. Odstawić aby tłuszcz mógł wyschnąć (stężeć) i w tym czasie drugą część ciasta należy rozwałkować na takiej samej wielkości koło jak ta pierwsza część. Nawinąć na wałek, aby przenieść na ciasto posmarowane tłuszczem. Teraz posmarować cienko tłuszczem, podobnie jak pierwsze ciasto. Identycznie należy postąpić z trzecią częścią ciasta. Rozwałkować, nawinąć na wałek i przenieść na dwie, złożone już części ciasta i posmarować cienko tłuszczem. Jeżeli części ciasta nie są identycznej wielkości, można je po prostu naciągnąć dłońmi do odpowiedniej wielkości.
Sekret:Przed ułożeniem kolejnej warstwy ciasta, tłuszcz musi dobrze zastygnąć na niższej części ciasta. Jak tłuszcz dobrze zastygnie na górnej warstwie ciasta, należy zacząć zwijać ciasto rulon. Rulon należy zawijać ciasno. 
Zaczynamy skręcać go (zwijać jak roladę) ale mocno, zaczynając od środka (centralnej części, idąc dalej do boków). Końce ciasta lepiej odciąć, gdyż nie będą równe z powodu okrągłego kształtu wałkowania. Gdyby udało się wałkować w kształcie prostokąta, na pewno byłoby lepiej odcinać kawałki ciasta do formowania samsy, gdyż słoje będą równe wtedy. Zaczynamy teraz ciąć ostrym nożem, kawałki ciasta/plastry o grubości    1,5cm, zaczynając od środka utworzonego rulonu. Następnie należy znaleźć brzeg ciasta, lekko go odwinąć . i ułożyć przecięciem na stole a odwinięty kawałeczek ciasta ułożyć na wierzchu odciętego kawałka (będzie on trzymał razem warstwy ciasta).
Sekret! Przed wałkowaniem, kawałki te można wstawić do zamrażalnika na 10-15 minut. Ciasto stanie się bardziej twarde i będą łatwiejsze do rozwałkowania bez mąki lub skrobi. (z dopisku autora: jeżeli będziemy wałkować z odwrotnej strony to na brzegach również będą widoczne słoje)


Sekret! Środek ciasta należy lekko wałkować a zwracać należy większą uwagę na brzegi ciasta. Krawędzie powinny być cieńsze niż środek.
Po odwróceniu rozwałkowanego ciasta, na jego środku będą widoczne słoje a na brzegach mniej lub wcale. ( nie podano wielkości rozwałkowanego ciasta, ale patrząc na zdjęcia to będzie gdzieś tak ok.13cm. Układamy farsz na stronie, którą wałkowaliśmy (1 łyżka stołowa). Formujemy trójkąt i sklejamy jego brzegi. Układamy na blasze, wyłożonej papierem do pieczenia, sklejeniem w dół. Wierzchu ciasta niczym nie smarujemy. Piec w temperaturze 200-220 przez ok. 40 minut. Ale tak około 15-20 minut przed końcem pieczenia, można bardzo delikatnie posmarować żółtkiem wymieszanym z wodą, wtedy będą mieć ładniejszy kolor po upieczeniu.

Gotowe samsy wyłożyć na kratkę do przestudzenia i przykryć serwetką. Jeśli będziemy jeść takie świeże, ciepłe to będą bardzo chrupiące. Ale jeśli poleżą trochę, stają się bardziej miękkie. Jednak z wierzchu wciąż będą kruche a w środku miękkie od soku.




sobota, 28 listopada 2020

Kurczak na kiszonej kapuście.

 Od wielu, wielu lat robię to danie i sama nie wiem czemu go tu nie umieściłam.




Przepis podam bez dokładnej ilości składników. Kto chce, może dać sporo więcej kapusty niż ja. Dawniej, kiedy gotowałam na 2-3 osoby, kapusty musiało być dużo, bo ślubny głównie najpierw kapustę wyjadał i zawsze było mu jej mało. Tu zrobiłam obiad dla siebie na dwa dni, więc spokojnie może być z tego solidny obiad na 2 osoby.

Składniki:

* 2 ćwiartki kurczaka - miałam naprawdę duże ćwiartki kurczaka takiego bez antybiotyków chowanego

* 0,5 kg (dałam odrobinę mniej) kapusty kiszonej

* kilka suszonych grzybów - niekoniecznie ale ja bardzo lubię i zawsze daję

* przyprawy do kurczaka jakie kto lubi i oczywiście sól

* do kapusty - listek laurowy, kilka kulek ziela angielskiego

* dałam 1 łyżkę smalcu z gęsi, ale nie jest to konieczne.


Sposób przygotowania: 

Grzyby namoczyłam w niewielkiej ilości wody. Kiedy już zmiękły, pogotowałam je ok. pół godziny. Wody zostało mało i to wystarczyło. 

Rano, ćwiartki kurczaka podzieliłam każdą na dwie części. Posoliłam i posypałam ulubionymi przyprawami. I tak sobie stały w tej marynacie. Na około 1,5 godziny przed obiadem, wyjęłam kapustę i zalałam wodą, chwilkę przepłukałam i odcisnęłam z tej wody (moja kapusta była bardzo kwaśna). Dodałam do odciśniętej kapusty grzyby wraz z tą mała ilością wody (dlatego wcześniej solidnie odcisnęłam) i wymieszałam. Na dno naczynia żarodpornego dałam łyżkę smalcu gęsiego. Na smalec wyłożyłam kapustę. Na kapuście ułożyłam kawałki kurczaka. Naczynie nakryłam i wstawiłam do piekarnika. Piekarnik nastawiłam na 160 stopni w termoobiegu. Piekłam ok. 1,5 godziny. Na pół godziny przed zakończenie, naczynie odkryłam, żeby kurczak przyrumienił się z wierzchu. Wtedy można lekko przemieszać kapustę, ale mięso powinno cały czas być na wierzchu, na kapuście. Mięsa nie ma potrzeby polewania żadnym sosem w trakcie pieczenia bo mięso i tak wychodzi soczyste. 

Robiłam już różne mięsa tym sposobem, ale chyba jednak kurczak najsmaczniejszy jest. Najmniej smakował mi schab, który wyszedł mimo wszystko suchy i wiórowaty. 

Miodownik z makowym kremem

 




Takiego cudaka sobie wymyśliłam. Miałam ochotę na jakiś miodownik. I miałam ochotę na ciasto z makiem. No, przecież dwóch ciast nie będę piekłam. Więc połączyłam oba smaki. Ciasto o dziwo szybko się robi. Myślę, że można by go też upiec w ciut większej formie. 





Składniki:

Krem makowy:

* 100 g mielonego suchego maku (żadnej tam masy makowej, tylko suchy zmielony mak)

* ok. 800 ml mleka

* 2 opakowania budyniu waniliowego (mam budyń z dodatkiem ziarenek wanilii)

* 200 g masła w temperaturze pokojowej

* cukier puder ok. 3/4 szklanki (ja sypę łyżką bez odmierzania i odważania)

* kieliszek mały rumu (25 ml)

* trochę skórki otartej z pomarańczy

Tak może trochę nietypowo, ale zaczęłam przygotowania ciasta od zrobienia kremu. Kiedy budyń sobie stygł, to ja zrobiłam ciasto i upiekłam w tym czasie blaty. 

W jednej szklance mleka wymieszałam budynie i skórkę z pomarańczy. Pozostałe mleko zagotowałam i na gotujące się mleko wlewałam pomału wymieszane budynie. Przez cały czas mieszałam. Kiedy budyń zgęstniał, wsypałam mak i trzymając rondel na małym ogniu, bardzo dokładnie wymieszałam aby powstał jednolity makowy budyń. Rondel zdjęłam z ognia, wierzch budyniu (budyniu a nie rondla) nakryłam folią spożywczą i odstawiłam do zupełnego wystudzenia. (w tym czasie upiekłam blaty). Miękkie masło utarłam na puch z cukrem pudrem. Nie przerywając ucierania, dodawałam po łyżce budyniu makowego. Kiedy masa była już dokładnie utarta i puszysta, dolałam kieliszek rumu i szybko wymieszałam krem.

Ciasto miodowe:

* 500 g mąki

* 150 g masła/margaryny w temperaturze pokojowej (tym razem dałam margarynę Kasię)

* 3 łyżki miodu - dałam wielokwiatowy

* 2 jajka

* 2 płaskie łyżki kwaśnej śmietany

* 1 łyżeczka sody

* 4-5 łyżek cukru pudru (jeżeli lubicie bardziej słodkie ciasta to należy dodać więcej)


Dodatkowo: 75 ml rumu do posmarowania blatów

Mąkę wymieszałam z pudrem, wkroiłam miękką margarynę i posiekałam w malakserze. Następnie wbiłam jajka, dodałam miód i śmietanę, w której wcześniej rozmieszałam sodę. Zamieszałam ciasto w malakserze i trwało to raptem ok. minuty. Wyjęłam ciasto na blat oprószony mąką i lekko zagniotłam aż powstała jednolita kula ciasta. Podzieliłam na trzy równe części (każda ważyła 342 g).

Każdy kawałek ciasta rozwałkowałam na papierze do pieczenia na wielkość ok. 24 x 28 cm (z naddatkiem ). Gęsto nakłułam widelcem. Wstawiłam pierwszy blat do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piekłam ok. 7-8 minut. W tym czasie ciasto uzyskało mocno złoty kolor. Kiedy pierwszy blat się piekł, ja w tym czasie kolejny przygotowałam sobie w ten sam sposób jak pierwszy. Upieczony blat wyjęłam z piekarnika, a w jego miejsce od razu wstawiłam drugi. Gorące jeszcze ciasto docięłam na odpowiednią wielkość i odstawiłam do wystudzenia. W ten sam sposób upiekłam wszystkie trzy blaty. 

Kiedy blaty wystygły, jeden z nich ułożyłam na papierze do pieczenia i wstawiłam do formy. Ciasto posmarowałam pędzelkiem maczanym w rumie (jeden blat, jeden kieliszek rumu). Kiedy rum wsiąkł w ciasto, wyłożyłam ciut więcej jak 1/3 kremu i rozsmarowałam równą warstwą. Na krem ułożyłam drugi blat ciasta, który również nasączyłam rumem. Kolejna część kremu i ostatni blat ciasta, również nasączony tumem. Na wierzch pozostały krem rozsmarowałam. 

Całe ciasto zapakowałam w torbę foliową i wstawiłam do lodówki na noc. 

Rano ciasto można dowolnie udekorować. U mnie najczęściej na wierzchu ciast jest ganache. Tym razem tak samo. 




niedziela, 22 listopada 2020

Placek drożdżowy z żurawiną

 Wczoraj "smażyłam" pączki. Kule armatnie mi wyszły. Za licho ciasto nie chciało rosnąć. Nie i już. No to dzisiaj mała rehabilitacja drożdży. A drożdże miałam zamrożone bodajże od kwietnia. Dzisiaj wszystko wyszło tak jak powinno, ale zupełnie inaczej rozmrażałam drożdże. Oczywiście, kto ma świeże to użyje świeżych drożdży. 


Ukroiłam jeszcze ciepłu placek



Składniki:


* 500 g mąki (użyłam mąkę tzw. luksusową typ 550) - przesiana - z tego do ciasta i zaczynu użyłam 460 g a resztę miałam do podsypywania przy formowaniu

* szczypta soli

* 25 g drożdży

* 250 ml mleka

* 3 żółtka i 1 całe jajko (jajka miałam niezbyt duże)

* 50 g masła roztopionego i wymieszanego z 3 łyżkami oleju

* 4-5 łyżek cukru (można dać więcej, ale ja wolę mniej bo na wierzchu słodka kruszonka a w środku słodka żurawina dodatkowo)

* kruszonka - tę miałam gotową w zamrażarce


Sposób przygotowania:

Mąkę z solą przesiać do miski robota. Drożdże wymieszać z 1 łyżeczką cukru, 1 łyżką mąki i 3-4 łyżkami letniego mleka. Odstawiać do wyrastania. Kiedy zaczyn pracuje, należy ubić żółtka i jajko z cukrem. Taki kogel mogel ma powstać. Masło roztopione wymieszać z olejem. Do  miski z mąką dodać wyrośnięty zaczyn, ubite jajka i letnie mleko. Wyrabiać aż ciasto stanie się jednolite. Teraz na 3-4 razy wlewać masło i wciąż wyrabiać. Powinno powstać lśniące, lekko klejące się ciasto. Na sam koniec dorzucamy suszoną żurawinę. Wyrobione ciasto należy oprószyć mąkę, miskę nakryć i odstawić do wyrastania. Ciasto powinno co najmniej podwoić swoją objętość. 

Wyrośnięte ciasto wyjąć na blat oprószony mąką i lekko, krótko wyrobić. Ja piekłam w keksówkach, gdzie jedna była trochę mniejsza od drugiej, więc ciasto podzieliłam na nierówne części. Mniejszą i większą. Tę mniejszą część uformowałam w wałek i wsadziłam do perforowanej keksówki. I żadnego papieru nie wkładamy do środka. Drugą część ciasta uformowałam w wałek ułożyłam na dnie drugiej keksówki. Keksówki nakryłam ręcznikiem i odstawiłam ciasto do wyrastania. Powinno podwoić swoją objętość. Kiedy ciasto jest dobrze wyrośnięte należy wierzch posmarować np. białkiem, które zostało od ciasta i posypać na wierzch kruszonką. 

Piekarnik nagrzany do 170 stopni z grzaniem góra dół. Keksówki z ciastem ustawiłam na samym dole piekarnika. Zanim zamknęłam drzwiczki, to kilkukrotnie spryskałam wnętrze piekarnika wodą.  Piekłam ok. 40 minut. Po upieczeniu należy odstawić formy na kratkę do lekkiego (tak ze 3 minuty) przestudzenia a następnie wyjąć ciasto i zostawić na tej samej kratce. 









sobota, 14 listopada 2020

Ciasto Stefania

 Była już Stefanka, to teraz czas na Stefanię. Wygląd bardzo podobny ale smak zupełnie inny. Inne ciasto, inne przełożenie. Warstw miało być więcej, ale stwierdziłam, że zrobię większą średnicę i tylko 6 blatów wywałkuję. A jednak lepiej by było zrobić 8 blatów z mniejszą średnicą. Ciasto by było wyższe, choć i tak niskie nie jest ale ma za to wielkość młyńskiego koła. 





Składniki: 

Ciasto:

* 4 żółtka (miałam małe jajka)

* 200 g cukru (dałam zwykły cukier)

* 60 g roztopionego i lekko schłodzonego masła

* 250 g śmietany 18% (chyba lepsza by była np. 24-30% ale w sklepie jedynie taka była)

* 1 łyżeczka sody zgaszona 1 łyżką octu (sodę zalewa się octem i powstałą pianę dodaje do ciasta)

* ok. 600 g mąki (naszykować tyle a dodawać stopniowo)

Żółtka krótko ubić z cukrem, tak aby cukier choć trochę się rozpuścił. Dodać do żółtek śmietanę i masło, krótko zmiksować. Dodać kilka łyżek mąki, sodę zgaszoną octem i ucierać. Dalej ucierając dodawać stopniowo mąkę. Kiedy ciasto będzie już na tyle gęste, że mikser będzie ciężko sie kręcił, wysypać na blat ze dwie, trzy garstki mąki i wyłożyć w nią ciasto. Lekko zagniatać z mąka. Podsypywać mąką aż ciasto będzie miękkie i delikatnie będzie lepić się do rąk. Ciasto podzielić na 6 równych części. Posypać mąką i nakryć aby się nie obsychało. Przygotować 6 kawałków papieru, na których odrysować koło o średnicy 28-29cm. Piekarnik nagrzać do 180 stopni - termoobieg. 

Kawałek  papieru z odrysowanym kołem ułożyć drugą stroną, żeby ciasto nie miało styczności z tuszem. Na papierze ułożyć jeden kawałek ciasta i rozwałkować na wielkość koła a lepiej ciut więcej to dotnie się po upieczeniu. Rozwałkowane ciasto gęsto ponakłuwać widelcem. Wstawić do piekarnika i piec ok. 5 minut. Upieczone ciasto ma być leciuteńko złote. W czasie kiedy piecze się jeden kawałek ciasto, należy przygotować kolejne. 

Upieczony blat ciasta wyjąć razem z papierem, przyłożyć formę po której rysowaliśmy koła, i dociąć blat nożem po przyłożonej formie. Odstawić do wystudzenia, nie zdejmując z papieru. Nie należy układać jednego na drugim blatu.

I tak kolejno upiec wszystkie blaty


Do przełożenia:

* 750 g mascarpone - bardzo mocno schłodzone

* 500 g śmietanki kremówki (miałam 30%) - bardzo mocno schłodzona

* 2 łyżki cukru pudru

* łyżeczka cukru waniliowego 


* Nutella - ja miałam w domu słoik o wadze 350 g. Trochę skromnie do smarowania, ale nie chciało mi się wychodzić do sklepu i kupować kolejnej. 

Mascarpone przełożyć do miski i lekko zmiksować. Dodać kremówkę i ubić na krem. Pod koniec ubijania dodać puder i cukier waniliowy.


Złożenie ciasta:

Na paterze ułożyć jeden blat ciasta, zdejmując jednocześnie papier. Krem rozdzielić na 6 części. Blat ciasta posmarować jedną częścią. Drugi blat ciasta zdjąć z papieru i posmarować nutellą. Posmarowaną stroną ułożyć blat na kremie. Na wierzchu posmarować kolejną częścią kremu. I kolejny blat ciasta zdjąć z papieru, posmarować nutellą i posmarowaną stroną ułożyć na kremie. I tak postąpić ze wszystkimi blatami. Ciasto wstawić do lodówki na kilka godzin. Ja robiłam wieczorem i przespało w lodówce noc. 

Rano można dowolnie udekorować. U mnie chyba najczęściej stosowany ganache: 100 g czekolady deserowej i 100 g kremówki.